Jak przesądy babci uratowały nam życie.
Chociaż moja babcia była bardzo religijna, wierzyła także w znaki i była bardzo przesądna.
Kiedy byłam starsza, zawsze jej powtarzałam, że z religijnego punktu widzenia jest to grzech i takie zachowanie nie spodoba się Bogu.
Tata się roześmiał, a babcia odpowiedziała, że dotyczy to takich ateistów jak ja, a wiara w różne wróżby chroni ją przed kłopotami.
Czarny kot szczególnie zirytował moją babcię i gdyby go spotkała, na pewno wróciłaby do domu, niezależnie od tego, dokąd i po co poszła.
Jeśli któreś z nas rozsypało sól, babcia bardzo się złościła, brała ją i rzucała przez lewe ramię, coś przy tym mamrocząc.
Być może wynika to z faktu, że do 60. roku życia babcia mieszkała na wsi, a po śmierci dziadka rodzice zabrali ją do siebie.
Moja babcia też wierzyła w sny i pamiętam, że jako dziecko często na to cierpiałam. Jeśli moja babcia miała zły sen (i w jej rozumieniu było to ostrzeżenie), po prostu nie pozwoliła mi wyjść na spacer, dopóki rodzice nie wrócili z pracy do domu i nie pozwolili mi wyjść na podwórko.
Starszemu bratu było łatwiej – po prostu jej nie słuchał i nauczył się ją ignorować. Ze względu na mój młody wiek nie mogłem się sprzeciwić. Jednak pewnego dnia wydarzyło się coś, co zmieniło nasz stosunek do przesądów babci.
Któregoś weekendu moi rodzice zebrali się ze znajomymi na grilla i postanowili zabrać mnie ze sobą. Wieczorem zebrali wszystko, nastawili budzik na 5 rano i poszli spać.
Babcia jeszcze w kuchni piekła dla nas ciasto w drodze, wszystko było w porządku. Rano usłyszałam w kuchni podniesioną rozmowę. „To przekracza wszelkie granice” – powiedział ze złością tata.
Zdecydowałem, że moi rodzice się pokłócili i zostaniemy w domu. Okazało się, że babcia miała „proroczy” sen (uznała, że jest to proroczy) i kategorycznie nalegała, abyśmy zostali w domu. Jak się okazało, śniło jej się, że nad samochodem wisiała czarna chmura, powoli wciągając ją w siebie.
Kiedy samochód zaczął w niej znikać, babcia zobaczyła nas w samochodzie i we śnie zaczęła prosić Boga, aby nas nie zabierał.
Babcia płakała, namawiała nas, abyśmy zostali w domu, a potem powiedziała, że jest chora i żebyśmy wezwali pogotowie.
Kiedy dzwonili, kiedy przyjechali lekarze, wysłuchali babci, powiedzieli, że po prostu wzrosło jej ciśnienie i potrzebuje odpoczynku, najlepiej cały dzień w pozycji leżącej.
Ojciec był nieszczęśliwy, ale mama nie mogła zostawić mamy samej, więc zostaliśmy w domu. Przyjaciele rodziny wybrali się na łono natury bez nas, zabierając ze sobą sąsiadów.
Wieczorem dowiedzieliśmy się, że rozbiła samochód, w jakiś sposób staranując ciężarówkę. Wszyscy, którzy tam byli, zginęli. Dla moich rodziców był to podwójny szok – bardzo współczuli tym ludziom, a jednocześnie rozumieli, że gdybyśmy wszyscy nie zostali w domach, już byśmy nie żyli. Co to było, zbieg okoliczności czy ostrzeżenie?