Czasami przez zaabsorbowanie nie zauważamy lub nie chcemy zauważać najważniejszych rzeczy w życiu. Pieniądze i dobra materialne nie będą w stanie zastąpić naszych bliskich, którzy tak czekają na naszą uwagę.
Pewien mężczyzna, który dawno temu przeprowadził się do miasta ze wsi, często pamiętał swoją samotną matkę, a nawet widział ją w swoich snach. Zawsze planowałem przyjechać na weekend, ale zawsze coś się działo. Trudno było wyżywić rodzinę i rozwiązać wszystkie problemy domowe. Rozumiał, że życie starszej kobiety było trudne: nie było nikogo, kto mógłby pomóc w gospodarstwie i zająć się chatą. Dlatego sumienie często reagowało wyrzutami sumienia.
Minęło kilka lat odkąd widziałem moją matkę. Wreszcie bierze urlop i jedzie do rodzinnej wioski, gdzie wszystko jest boleśnie znajome. W mojej wyobraźni pojawiają się rodzime pejzaże, droga z rosnącymi po obu stronach topolami, dom moich rodziców…
Zastanawiałam się, jakie słowa wybrać, jak usprawiedliwić się przed rodziną, dlaczego tak długo mnie nie było. W jakiś sposób te myśli sprawiają, że czuję się źle na duszy.
Uspokajały wspomnienia fiołków posadzonych niedaleko domu. Pamięta je z dzieciństwa. Mama bardzo pokochała te drobne, delikatne kwiatuszki. Dlatego kupiłam fiołek – piękny wazon, który z pewnością skradnie serce każdej mamy.
Tu jest wieś, tu jest dom… Serce zamarło mi w piersi. Nie wysiadł – wybiegł z samochodu, chwycił prezenty – i pobiegł na podwórze.
Ale spotykają tylko fiołki. Pobiegłem do domu – nikt. Z jakiegoś powodu nagle zacisnęło mi się w gardle, trudno było oddychać, powoli wkradły się złe myśli.
Postanowiłam zapytać sąsiadkę, czy wie, gdzie jest moja mama.
Kobieta odpowiedziała: „Czekałam na ciebie, wyglądałam jak matka, ale nie było jej dane widzieć syna po raz ostatni. Dałem Ci list pożegnalny i prosiłem, żebyś się nie zamartwiał, bo zrozumiałem, że było Ci to trudne”.
Z oczu mężczyzny popłynęły łzy. W tym momencie zrozumiał, że przed matką, która tak długo i z oddaniem czekała na swoje dziecko, wszystkie te kłopoty nie miały żadnego ciężaru.
Już późną jesienią zamierzałem jeszcze odwiedzić mamę. Jadę pociągiem, wstydzę się. Poprzez moc chcę sobie wyobrazić spotkanie z moją mamą. Myślę: „Przyjdę, uklęknę, pocałuję mamę w dłonie, niech staruszka wybaczy mi, że zapomniałem drogi do jej progu… Tam, pamiętam, już wtedy zapadł się sufit w przedpokoju. Teraz najwyraźniej upadł. Nie ma sprawy, wziąłem urlop i wszystko naprawię. Zmodernizuję chatę, ogrodzę posesję, kupię drewno na opał na zimę…”
Gdzieś daleko zadzwonił dzwonek. Przez całe ciało przeszedł jakiś nieznany niepokój.
Oddech w klatce piersiowej od ciężkiego chodzenia. Na ramionach ma plecak. Kupiłam mamie szal. Mówiła, że zimą jest jej zimno – kupiła ocieplacz, kupiła ciepły sweter. Może staruszka będzie szczęśliwa… Zatrzymał się, jakby pogrzebany. Na podwórzu jest wielu ludzi. Pogrzeb. Kto jest pochowany? Matka?!
Podszedł sąsiad:
– Matka opiekowała się tobą do końca. I tak zasnęła na werandzie przy oknie, już się nie budząc… W przedpokoju przygotowała dla Ciebie worek ziemniaków i fasoli, w szufladzie – buraki, kapusta, marchewka… Zostawiła kopertę na stół… z pieniędzmi – zestarzała się dla ciebie. Ona sama była niedożywiona, a jaki miała grosz, to dla Ciebie oszczędzała… Nie przyszedłeś, ale bardzo chciałam Cię zobaczyć, cały czas o tym pamiętałam, wołałam w snach: „Mój synu, mój synu …”
Klatka piersiowa płonęła, serce było gotowe wyrwać się lub pęknąć, rozerwać się od środka. Chciałem krzyczeć, szlochać. Przeklinałem miasto, mieszkanie, siebie…
A teraz kiedy przychodzę na grób mojej mamy, fiołki posadzone tu przez sąsiadkę zawsze patrzą na mnie oczami mojej mamy.