Najgorszą rzeczą, jaka może spotkać każde „serce”, jest pozostawienie go samego w chwili śmiertelnego ataku.
Bo zwykle pacjent ma tylko 10 sekund po tym, jak wykryje, że „coś jest nie tak z sercem” i zanim padnie nieprzytomny na podłogę.
Ale jak to mówią na nic nie można narzekać, dlatego lepiej wcześniej przygotować się na taki scenariusz.
Co więc zrobić, jeśli nagle „unosiłeś się” przed oczami, a bicie serca stało się niezwykłe? Zacznij kaszleć mocno i głośno!
Im częściej i mocniej, tym lepiej. Za każdym razem, zanim zaczniesz kaszleć, weź głęboki oddech. A potem kaszel tak mocno i przez długi czas, jakby chciał wypluć plwocinę głęboko osiadłą w płucach.
Idealnie wszystko powinno być zrobione tak, abyś mógł kaszleć raz na 2 sekundy, bez zatrzymywania się – do czasu, aż rytm serca wróci do normy lub pojawi się na sali ktoś, kto może wezwać karetkę.
Jak to wszystko działa?
Cóż, po pierwsze, głęboki wdech pozwala tlenowi wniknąć głębiej do płuc i szybciej rozprzestrzenić się po całym ciele. Jest to ważne w przypadku niewydolności serca.
Po drugie, za każdym razem, gdy kaszlesz, następuje swego rodzaju masaż serca, który pobudza je i zapobiega zatrzymaniu.
Oczywiście samego problemu nie da się rozwiązać w ten sposób. Dlatego, jeśli po tych zabiegach poczujesz się lepiej, powinieneś natychmiast zadzwonić do szpitala. Wygrałeś czas, żeby się do niej dostać!
Kardiolodzy twierdzą, że jeśli podzielisz się tą informacją z 10 osobami, uratujesz życie przynajmniej jednej z nich. Udostępnij to!