
Pewnego razu Pan Jezus Chrystus dał człowiekowi telefon i powiedział: „Kiedy będziesz się radować, zadzwoń do mnie, abym mogła się z tobą pobawić, jeśli masz smutek, nie wstydź się skontaktować ze mną, podzielę się z tobą smutkiem ciebie, dam ci radę, pocieszę cię. Kiedy chcesz po prostu porozmawiać, zadzwoń i porozmawiaj ze Mną…”
Mężczyzna był bardzo pocieszony telefonem, bo był zupełnie nowy, wyjątkowy, inny niż wszystkie, a najważniejsze, że był w nim zapisany tylko jeden, ale bardzo kosztowny kontakt, kontakt do Pana Jezusa…
Z biegiem lat telefon szybko zapełnił się wieloma aplikacjami. Często te programy były bezużyteczne, ale znajomi i mąż mieli takie programy, jakoś szkoda było mieć taki telefon, nie mieć programu, który ktoś tam ma, a pamięć telefonu pozwalała ściągać i ściągać… Zrobił nie chce się różnić od swoich przyjaciół, być “białą krukiem”.
Zmieniono także wygaszacz ekranu, zamiast pięknego ogrodu Eden pojawił się nowy samochód, który nawet nie zjechał z linii montażowej, a dużymi literami napisano „Jesteś celem mojego życia!”
Tak mijały lata. Mężczyzna bezustannie korzystał z telefonu, robił zdjęcia, kręcił filmy, prowadził własne kanały, blogi, miał wielu obserwujących na portalach społecznościowych…
Często szukając numeru przewijał kogoś znajomego i zatrzymywał się na numerze Pana Jezusa Chrystusa, na jego twarzy pojawił się uśmiech: ” Mam numer do samego Boga…” Ale za każdym razem szukał źle numer.
Bywały w jego życiu chwile radości i szybko, przeglądając ten najdroższy wpis w książce telefonicznej, dzwonił do kogoś, kto podzielił się jego radością. W chwilach zmartwień miał też przyjaciela, który potrafił go wysłuchać, a jak nie ten, to inny, albo jeszcze inny, który jakoś go rozumiał i dawał mu jakąś radę. Kiedy mężczyzna chciał po prostu z kimś porozmawiać, wchodził na swoją stronę i zaczynał pisać bloga, albo włączał kamerę i nagrywał wideo…
Kiedyś ten człowiek miał okazję, szansę, zawrzeć zyskowną transakcję. Czując już swoją część zysku, przygotowywał się do podpisania umowy, gdy nagle zadzwonił telefon… Mężczyzna niechętnie wyciągnął do niego rękę: „No, kto tam jest w tak nieodpowiednim momencie? „Pan dzwonił przez telefon… Mężczyzna z początku był zakłopotany, a potem, przypomniawszy sobie, jak ważna jest jego sprawa, odłożył słuchawkę… Właśnie gdy sięgał po prześcieradło, telefon zadzwonił ponownie. Mężczyzna upuścił go nerwowo. Towarzysze zaczęli patrzeć po sobie, czy zmienił zdanie, ale interes jest tak dochodowy, że przyniesie tak duży zysk… Mężczyzna ponownie sięgnął do złożenia podpisu, ale telefon znów zaczął dzwonić.
Spojrzał i odzyskując spokój, kliknął automatyczną odpowiedź „Jestem teraz zajęty, oddzwonię później”. Szukając jeszcze kilku sekund, aby upewnić się, że wiadomość została wysłana, położył telefon obok siebie iz szerokim uśmiechem zaczął pisać swój podpis na kartce. Umowa została zawarta, stan euforii zawładnął wszystkimi uczestnikami i oczywiście świętowanie, ale jak możemy się bez tego obejść. Mężczyzna wyszedł na zewnątrz i przypomniał sobie o swojej obietnicy, wybrał numer i usłyszał głos: „Abonent nie może teraz odebrać połączenia, oddzwoń później”. Zadowolony z tej sytuacji, niejako oczyszczając własne sumienie, mężczyzna wrócił do świętowania…
Rano zadzwonił telefon. Mężczyzna niechętnie wyciągnął do niego rękę, ponieważ wczorajsza uroczystość pozostawiła ślad na jego ciele i myślach, które trudno było zebrać. Zadzwoniła księgowa. Poinformował, że ich firma zbankrutowała i przechodzi na własność jego wspólników, z którymi wczoraj zawarł niejako „korzystną” umowę. W tej umowie był jeden punkt, którego mężczyzna pominął, ponieważ był zaślepiony kwotą napisaną pogrubioną kursywą prawie w całym tekście umowy.
Usiadł na skraju łóżka, trzymając głowę obiema rękami. Próbowałem zebrać w myślach resztki wczorajszego dnia, ale na próżno. Ale wtedy dotarło do niego: „Nie skończyłem czytać, bo byłem rozkojarzony!” Szybko chwycił telefon i zaczął wybierać numer. Pokój był zajęty. Mężczyzna przerwał połączenie, pospiesznie chwycił rozrzucone ubrania, zaczął się zbierać w nadziei, że pójdzie i uda się naprawić sytuację. Przyszedł SMS „Abonent skończył już rozmowę, możesz do niego oddzwonić” , ale mężczyzna już wiedział, gdzie iść i co powiedzieć… Wrzucił telefon do kieszeni i pospiesznie wybiegł z domu, dostał do samochodu i odjechał. Po drodze trzymał telefon i nerwowo na niego patrzył, obwiniając wczorajszy telefon za wszystkie swoje dzisiejsze kłopoty. Nagle nie zauważył ostrego zakrętu i po chwili auto wpadło do rowu…
Mężczyzna otworzył oczy, poczuł ciepłą krew spływającą mu po czole. Nie mógł się ruszyć, bolało go całe ciało, stracił przytomność. Przyszła mu do głowy myśl: „Cóż, mam numer do Boga” sięgnął po telefon, ale telefon był zepsuty…
Telefon jest naszą duszą, czystą nową i niepowtarzalną, ma od samego początku jedyny i właściwy kontakt ze swoim Stwórcą. Często napełniamy naszą duszę różnymi niepotrzebnymi rzeczami, a zwłaszcza grzechami.
Nasz Najdroższy Kontakt w książce telefonicznej jest stopniowo zastępowany przez innych ludzi, często nieżyczliwych, którzy wprowadzają nas w błąd, stwarzając w naszym życiu różne egoistyczne sytuacje.
A o Bogu pamiętamy tylko wtedy, gdy musimy za coś napomnieć . Ale dał nam swoje Słowo, abyśmy nie wpadli w pułapki. Nieustannie wzywa nas do siebie na rozmowę: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni…” Ale niestety jesteśmy zaślepieni dobrodziejstwami tego świata, nie rozumiemy, że koszt tego wszystkiego to nasz kontakt z Ojcem i złamana dusza.